Hala magazynowa, ponad 10 hektarów robót ziemnych, teren porośnięty trawą, krzewami i kępami drzew. Klient potrzebował wiarygodnego bilansu wykopu i nasypu do wyceny. Pokazujemy, jak połączyliśmy nalot dronem z geodezją i dlaczego sam „model z drona” na takim terenie byłby poważnym błędem.

Teren pod inwestycję był nachylony – w jednej części potrzebny był nasyp, w drugiej wykop sięgający kilku metrów. Problem w tym, że cały obszar porastała roślinność. Zdjęcia z drona pokazują to, co widać z góry, czyli korony drzew, krzewy i trawę. Jeśli policzy się objętości „po wierzchu”, każdy krzak zamienia się w ziemię do wykopania.
Do tego dane pochodziły z kilku źródeł: projekt w lokalnym układzie CAD, osnowa i obliczenie geodety, dokumentacja geotechniczna. Wysokości z różnych źródeł różniły się o kilkadziesiąt metrów, bo były w różnych układach odniesienia. Zanim cokolwiek policzyliśmy, trzeba było to wszystko sprowadzić do jednego układu.
Geodeta założył w terenie punkty osnowy, oznaczone tarczami widocznymi z powietrza. Posłużyły jako fotopunkty – to one „przypinają” model z drona do układu państwowego. Jeden nalot objął cały teren i dał ponad 100 milionów punktów pomiarowych.


Roślinność usunęliśmy w trzech etapach. Najpierw automatyczna klasyfikacja chmury punktów odrzuciła drzewa i wysoką roślinność. Potem filtr morfologiczny wyszukał krzewy, czyli lokalne „wypiętrzenia”, których nie ma w otaczającym gruncie. Na końcu skorygowaliśmy warstwę niskiej roślinności – trawy i chwastów – na podstawie pikiet zmierzonych przez geodetę.



Każdy model trzeba sprawdzić niezależnymi pomiarami. Porównaliśmy wynik z pikietami geodezyjnymi. Przed korektą model z drona był średnio o 19 cm za wysoko – to trawa i krzewy. Po usunięciu roślinności mediana różnic spadła do zera, a 95% pikiet mieści się w ±20 cm.

Geodeta mierzy teren punktowo, zwykle co kilkadziesiąt metrów, a między pikietami teren jest interpolowany. Dron daje rzędną co pół metra na całym obszarze – w obrysie robót było to około 480 tysięcy wartości. Każde zagłębienie i każdy garb terenu jest uwzględniony w obliczeniu.

Wykop i nasyp policzyliśmy w siatce co 0,5 m, osobno dla hali oraz dla dróg i placów. Następnie porównaliśmy wynik z niezależnym obliczeniem geodety. Różnica wyniosła około 3% zarówno na wykopie, jak i na nasypie – to zgodność, na której można oprzeć ofertę.

Najważniejsze jest jednak to, czego uniknęliśmy. Gdyby objętości policzyć z surowego modelu z drona, wykop wyszedłby zawyżony o 48%. Nawet sama automatyczna klasyfikacja gruntu, bez dalszej obróbki, zawyżyłaby go o 17%.

Na terenie porośniętym roślinnością najlepszy wynik daje połączenie geodezji i drona. Geodeta zapewnia osnowę i punkty kontrolne, a dron – gęsty pomiar całego terenu i niezależną weryfikację. Gdy grunt jest odsłonięty, na przykład po zdjęciu humusu, dron mierzy go bezpośrednio z dokładnością kilku centymetrów. Wtedy kolejne naloty pozwalają rozliczać wykonane roboty etapami, bez ponownego mierzenia całego terenu.
Dane inwestycji zostały zanonimizowane. Grafiki przedstawiają wybrane fragmenty terenu w zmienionej orientacji, bez współrzędnych i rzędnych.
Planujesz roboty ziemne? Wykonujemy bilanse mas, kontrolę obliczeń geodezyjnych, rozliczenia etapowe i dokumentację stanu terenu z drona. Pełne case study w PDF: pobierz case study. Kontakt: biuro@dronbud.pl, tel. 797 296 620.

Zyskaj pełną kontrolę nad swoją inwestycją i wyróżnij swój projekt dzięki profesjonalnym ujęciom, które zapierają dech w piersiach.
Skontaktuj się z nami już teraz, aby otrzymać darmową wycenę i sprawdzić, jak nasze drony mogą zoptymalizować Twój harmonogram prac oraz wzmocnić marketing Twojej firmy.
Zapraszamy do współpracy – zapewniamy certyfikowanych operatorów, najwyższą jakość materiałów i pełne wsparcie techniczne na każdym etapie realizacji.
e-mail: krzysztofkruczek@mail.com